Podkład muzyczny Co emituje słońce

Twarda

Olbrzymie rury
Tłoczą energię do miasta
Obdrapane elewacje
Budynki tak brzydkie że
Domofony rażą prądem
Ludzkie rysy wyciekły z twarzy
W tych okolicach
Już dawno temu
Nie chcesz tam gościć
Ale wzywa Cię brud i brzydota
Nie reklamy i neony

Wieczór Dnia Następnego

Ciekawe jak pachnie smutek
Pewnie ma gorzki zapach
Niektórzy noszą jak perfumy
Licząc na parę dobrych słów
Potrzebnych jak biedakowi drobne
Na kolejną flaszkę


A smutni też piją

Futurolog

W powietrzu rozpylają środki
Nienaturalnego pochodzenia
Coś co sprawia, że wierzymy w piękno
Sztuczne, fałszywe, wyedytowane
Rodem z rannych programów
I okładek czasopism
Chodźmy gdzieś gdzie jest czyste powietrze
Stańmy po kostki w wodzie i z szyjami
Przebijającymi się przez chmury
Nie rzucajmy się po chleb powszedni
Jak głodne łabędzie zimą

Retrybucja

Znaleźć powab w brzydocie
Rzeczywistości zdjąć maskę
Zmyć makijaż
I pocałować prosto w usta
Gdy będzie tak samo naćpana jak ja
Gryząc wargę
Niech ma dziwka za karę

Kniga

Traktuję kobiety jak książki
Czasem coś popiszę, pogryzdam
Didaskalia kursywą poszramkuję
Zostanie dla kolejnego czytelnika
Nie obchodzi mnie zbytnio okładka
Ale opasłe tomiska są nieporęczne
Nie czytam dwóch naraz
Bo się mogą pomieszać bohaterki
I lubię spojrzeć na tył przed rozpoczęciem lektury

Znowu Ty

Muchy bzyczące
W szczelnie zakręconym słoiku
Nie da się go otworzyć
Przez jakąś szmatę ani nożem
Nie wylecą za szybko

Twoje imię powtarzane
W setkach akcentów
I tysiącami głosów
W hali pracujacych
Maszynowych motyli

Stań na palcach i usta
Przyciśnij do moich
Nie miękko i słodko
Tylko boleśnie, bo wiesz
Że stajesz się podatna

Utwór Wymyślony Podczas Mycia Głowy

Ludzie pociągają nosem podczas lub po płaczu
Jestem typem człowieka który gdy czyjeś łkanie spowoduje
I takie pociąganie zobaczy i usłyszy
Powie – idź do lekarza bo mnie zarazisz

Skolopendra

Gdy ktoś zajdzie mi za skórę
I zrobi krzywdę trwałą, jątrzącą się ranę
Pięści swojej użyję raz – na ścianie
A człowieka zniszczę drogą następującą:

Truciznę silnie działającą na układ nerwowy
Bez smaku własnego dodam do napoju
Połączę z psychodelikiem o krótszym czasie "wchodzenia"
I ostatnią czynnością jaką wykonasz
Będzie wybranie numeru telefonu na pogotowie
Na kostce masła, ty martwa istoto, ekskremencie cywilizacji

Tr
amp
olina

Hyc, hop, stuk
Gołe stopy, paznokcie nierówne
Przycięte od niechcenia
Wysoko i nisko
Amplituda jak temperatury na Kaukazie
Po prostu zapomniałem
Że oczekiwanie to wstęp do rozczarowania
I tak jak za każdym razem
Wiedza o tej bardzo ważnej rzeczy
Wyślizgnie się jak ryba
A zostaną ciężkie kamienie

Ostrość

Są chwile gdy się pochłaniam
Sam siebie obejmuję refleksją
Kiedy bardziej czuje się
Procesem niż człowiekiem
Daję i odbieram po równo
Głowny międzyludzki klej
Słowa kapiące z buziek

Mur

Stoi za mną
Zbudowany ze słów
Na fundamencie z intelektu
Podparty kreatywnością
I gdy uderzysz pięścią
Odsunę się
I będziesz mieć szansę
Zrobić sobie krzywdę

Neonlight

Nie umiałbym mieszkać na wsi
Zanudziłbym się na śmierć
W moich żyłach płynie benzyna
Zamiast zębów koślawe bloki
Wieczorny powrót ze słuchawkami
Na uszach, za głośno jest
Ale tak mi przecież dobrze
Świateł szum spowija niebo
Nie ma gwiazd, jest anonimowość
W szybkiej kolei miejskiej

Szybkie spojrzenia, szybkie jedzenie
Nerwowe oddechy, zatłoczone sale
W korku spóźnisz się na swój własny pogrzeb
Ale ma się dziać, dużo, naraz, wszystko
Chcemy ciągle więcej, nienasyceni
Tracimy czas żeby ściągnąc dodatki do życia
Wskakujemy do roju żeby zgubić oddech
Poczuć zbiorową świadomość w stadzie

Nachyl się, wyjechać możesz na krótko
Ale zawiesiły się już w Twojej głowie
Melodyjka ulicznych świateł
I zapach hot dogów przy dworcu

Klincz

Może nie powinienem tego pisać
Ktoś zawsze skrytykuje
Nie da się podobać wszystkim
Może nie powinienem dziś nigdzie
Wychodzić, jak pies nie latać
Ze smyczy spuszczony
Po gzymsach, płotach rozbijać się
Ale nigdy się tego już nie dowiem
Nie ma mnie tu już, klucz w zamku
Przekręcony z drugiej strony

Cześć

Utwory:
Projekt graficzny:
Zdjecia:
Muzyka:
Wdrożenie: